Motyw człowieka pędzącego w stronę światła, podobnie jak tytułowa ćma, otwiera ogromne pole do rozważań o nas samych. Film na pewno zostanie w mojej głowie na długo – pisze Maja Warmijak z Grupy Medialnej LFF, która wybrała się na projekcję polskiej produkcji sprzed 40 lat
Czy da się odnaleźć światło, w najciemniejszym punkcie swojego życia? Mam wrażenie, że właśnie takie pytanie mógłby sobie zadać główny bohater „Ćmy” – filmu Tomasza Zgadły z 1980 roku, który w wyjątkowo trafny sposób potrafi zobrazować uniwersalne prawdy dotyczące samotności we współczesnym świecie.
Bohater, którego gra Roman Wilhelmi, zagubiony w swojej rzeczywistości tak naprawdę nie potrafi podejmować żadnych decyzji. Godzi się na romanse, o których jego żona doskonale wie. Nie interesuje się synem, który ma problemy i grozi mu wyrzucenie ze szkoły. Jest tak zamknięty w bańce pracy i „społecznej odpowiedzialności”, że nie ma pojęcia, kim właściwie jest.
Przez cały film obserwujemy opowieść o dziennikarzu pracującym w nocnej rozgłośni radiowej w Gdańsku. Prowadzi tam audycję nocną, do której dzwonią ludzie z rozmaitymi problemami, niepotrafiący zasnąć. Bohater nieustannie odsuwa od siebie myśli dotyczące jego samego, tematów i spraw, które w nim głęboko pulsują. Zatraca się w problemach innych, stając się swoistym śmietnikiem emocji, do którego wszyscy wyrzucają swoje smutki.
Film stawia tezę, która pokazuje człowieka kierującego się w pracy ważnymi ideałami: dziennikarza, który służy wsparciem ludziom po drugiej stronie odbiornika, a jednocześnie w swoim prywatnym, odizolowanym od pracy życiu zaniedbuje każdą jego sferę.
W produkcji wielokrotnie powraca temat tej dwudzielności, w której bohater zaczyna wierzyć, że oszalał. Dopiero pod koniec poznajemy odpowiedź na pytanie, co naprawdę pomaga mu przerwać ten stan i zmienić swoje życie.
To historia o złożoności ludzkiej psychiki, o kimś, kto z jednej strony potrafi być ramieniem do wypłakania i wyciągniętą pomocną dłonią, a z drugiej pozostaje całkowicie obojętny na sprawy swoich najbliższych: rodziny i przyjaciół.
Motyw człowieka pędzącego w stronę światła, podobnie jak początkowo nieświadoma swojego losu ćma z tytułu, otwiera ogromne pole do rozważań o nas samych, naszych relacjach i emocjach. To obraz wewnętrznego konfliktu walki o to, kogo próbujemy w życiu zadowolić i co naprawdę ma w nim znaczenie.
Film na pewno zostanie w mojej głowie na długo.
„Ćma” podczas tegorocznej edycji Lubelskiego Festiwalu Filmowego była pokazywana w ramach nowego cyklu poświęconego Polskiemu Radiu z okazji setnej rocznicy jego powstania. Organizatorzy LFF planują dłuższy cykl poświęcony historii PR i jego związkom ze światem kinematografii.
Maja Warmijak