Kiedy uczucie staje się obsesją

Piątego dnia Lubelskiego Festiwalu Filmowego mieliśmy okazję obejrzeć pełen symboliki i niedopowiedzeń irański film „Za miłość” w reżyserii Amirhosseina Saghafiego. – Myślałam, że pozostanie on tylko kolejnym męskim spojrzeniem na kobietę, która nie może poradzić sobie z zawodem miłosnym – pisze po seansie Alicja Magdziak z Grupy Medialnej LFF

Historia przedstawiona przez Amirhosseina Saghafiego w sposób na wskroś oniryczny porusza problem stary jak świat. Któż z nas nigdy nie zetknął się z manią miłosną osobiście, na ekranie czy w jakiejś powieści? Główna bohaterka, zakochana młoda kobieta, przez większość czasu ekranowego przeżywa żałobę po ukochanym mężczyźnie, który wydaje się bardziej widmem, wytworem wyobraźni niż rzeczywistym obiektem obsesji.

– Ten mężczyzna nie wydał mi się prawdziwy. Wciąż czekałam, aż się pojawi. Myślałam, że każda kolejna męska postać pojawiająca się w filmie będzie nim. Myślę, że bohaterka miała głęboką depresję – skomentowała jedna z kobiet oglądających „Za miłość”.

To właśnie melancholia, a nie – jak mogłoby się wydawać – tytułowa miłość, odgrywa główną rolę w filmie irańskiego reżysera. Odzwierciedla się ona nie tylko w zachowaniu nieszczęśliwie zakochanej kobiety, ale również w towarzyszącym jej zimowym, depresyjnym krajobrazie miejskiej aglomeracji. Nieustanna bierność, apatia, znużenie i martwe spojrzenie bohaterki irytowały mnie, lecz detaliczne oko kamery nadało przyjemność w odbiorze seansu i sprawiło, że film nie był całkowicie nużący.

Oniryczne obrazy doskonale współgrały ze stanem psychicznym nieszczęśliwej kobiety. Ekranowa biel i szarość nadały przedstawionej opowieści podwójne znaczenie. Nawet kiedy zimowe kolory zaczęły przemijać, główna bohaterka postanowiła się z nimi nie rozstawać, dlatego przemalowała swój samochód na biało. To właśnie artystycznie ujęty krajobraz opowiada historię nieszczęśliwej młodej kobiety.

Udowadnia to audiodeskrypcja, z której skorzystali niektórzy widzowie, którzy przyznawali po seansie, że czasami zamykali oczy, żeby zobaczyć inaczej te obrazy. – Bardzo ciekawe to było. Inaczej odbierałam wtedy ten film – mówili.

Zakończenie „Za miłość” było dla mnie zaskakujące. Myślałam, że film pozostanie tylko kolejnym męskim spojrzeniem na kobietę, która nie może poradzić sobie z zawodem miłosnym. Jednak dziwna, oniryczna historia skończyła się nagle, bez wyraźnej puenty, co nie spodobało się niektórym widzom. Wielu wyszło z sali kinowej zaraz po zakończeniu seansu.

– Ja dziękuję bardzo. Zdarza nam się czasami z żoną zostać na dyskusji, ale jak to ma się tak skończyć, to sobie pójdziemy – oświadczył jeden z uczestników wtorkowej projekcji.

Wydaje mi się, że Amirhossein Saghafi chciał pogodzić kino artystyczne ze studium psychologicznym kobiety, która nigdy nie doświadczyła miłości. Niestety poskutkowało to wieloma niedopowiedzeniami. I niezrozumieniem, które zostaje u widza tuż po seansie. Jak przystało na irańskie kino, więcej tu metafor niż dosłowności – wiele trzeba sobie samemu zinterpretować. Być może niektórzy widzowie zostali z pytaniem: Ile trzeba poświęcić dla tytułowej miłości?

Ja zostałam.

Wtorkowy seans był polską premierą „Za miłość”. Film jest jednym z ośmiu tytułów które na 19. Lubelskim Festiwalu Filmowym walczą w konkursie Fokus: Granice dla średniometrażowych i pełnometrażowych filmów aktorskich, animowanych i hybrydowych o wyraźnie autorskim stylu.

Alicja Magdziak

Podziel się ze znajomymi