Szepty i pomruki na Nocnych Dreszczach

Czy istnieje wspólny mianownik dla tych produkcji? Może nim być poczucie osamotnienia bohaterów oraz brak wsparcia ze strony otoczenia społecznego – ocenia Aleksander Zbirański z Grupy Medialnej LFF, który widział pięć horrorów

Drugiego dnia Lubelskiego Festiwalu Filmowego zaprezentowano pasmo krótkometrażowych horrorów Nocne Dreszcze. Ten blok daje inne spojrzenie na horror jako gatunek, który można określić filmowym pariasem. Używam tego określenia ponieważ często porusza tematy i motywy, od których stronią inni twórcy. Pozostaje wciąż jednak niedoceniony. Jak dowodzi tegoroczny wybór całkowicie niesłusznie.

Pokaz cieszył się dużym zainteresowaniem publiczności, która licznie przybyła do Sali Kameralnej Centrum Kultury. Dużo szeptów i pomruków wywołały zwłaszcza „Nokturny”. Po ich projekcji część widzów wyszła, ale ze względu na porę nie można traktować tego jako probierza. Inaczej jest w przypadku frekwencji podczas spotkania z reżyserem i scenarzystą filmu „Delirio cremisi”, na której pozostała ponad połowa widzów obecnych po zaprezentowaniu wszystkich obrazów. Dobrze zostało przyjęte również „Pvrgatorivm”, które ujęło widzów ukazaniem komicznej strony lęku.

„Tik-Tak” (2023, Korea Południowa, reż. Da-yeon Kang) to opowieść o spotkaniu dziennikarza z niewidomą córką zmarłego mężczyzny, którego sprawę badał. Policja uznała to za wypadek, ale on uważa, że sprawa jest mroczniejsza. Pomiędzy dwojgiem rozmówców rozpoczyna się gra. Film rozgrywa się w niewielkiej przestrzeni salonu, zachowując duszny nastrój jakby cała akcja została zamknięta w pudełko i oddaje doskonale atmosferę izolacji kobiety. Na szczególną pochwałę zasługuje praca operatora umiejętnie ukazującego bogactwo detalu zwykłych przedmiotów (np. tarcza zegara) oraz nieszablonowy scenariusz. Jednak na tle pozostałych filmów (zarówno lepszych, jak i gorszych) przez swoją oszczędność wypada trochę nijako.

„Nokturny” (2025, Niemcy, reż. Kester Läufer) jest historią trojga ludzi, który ścieżki przecinają się pod latarnią uliczną. Jej blask ma odsłonić to co dzieje się w ich duszach. Warstwa fabularna jest jednak poważnie rozmyta podobnie jak obraz. Tu należy zwrócić uwagę na tytuł. Nokturny to dzieła sztuki (muzyczne lub malarskie) skupiające się na tym, co można dostrzec w nocy. Interpretacja malarska wydaję się tu szczególnie kusząca ze względu na minimalizm ścieżki dźwiękowej, brak dialogów (w całym filmie padają dwie bliźniacze kwestie) oraz sam obraz filmowy. Jest on jak obrazy futurystów – zwolenników kierunku zafascynowanego ruchem i dynamiką współczesnego życia. Niektóre ich obrazy były na tyle „poruszone”, że zmierzały w stronę abstrakcji. Podobnie wygląda omawiany film. Od momentu, gdy uszkodzona latarnia zaczyna migać wydarzenia toczą się szybko i trudno zorientować się w naturze relacji łączącej bohaterów. Reżyser nie współpracuje w tym zakresie z widzem. Scenariusz sprawia wrażenie wypracowania na zadany temat (relacje międzyludzkie we współczesnej cywilizacji) pisanego na kolanie.

„Pvrgatorvim” (2024, Węgry, reż. Mate Gergely Kiss) opowiada z pozoru błahe zdarzenie jakim jest udanie się do szpitala z niegroźnym urazem ręki. Historia nieustannie ewoluuje od obyczajowego banału przez biurokratyczny absurd z komediowym zacięciem do kafkowskich klimatów osaczenia jednostki przez system aż przeradza się w mroczną i surrealistyczną opowieść o Kościele. Jest to odwrócenie faz rozwojowych motyla – tu przemiana przebiega od przyjemnej gąsienicy do przerażającego monstrum. Akcenty religijne nie są na początku oczywiste (dozorca uczący się łacińskich sentencji), ale z czasem przesiąkają jak krew przez bandaż i dominują cały obraz. Ciekawym rozwiązaniem było ukazanie jednej instytucji (Kościół) poprzez nałożenie jej na struktury drugiej (szpital). Pozwoliło to pokazać reżyserowi, że nie chodzi o tyle o samą religię, co o jej zinstytucjonalizowaną formę. Film pozostawia widza z pytaniami o związek pomiędzy duszą a ciałem w kontekście motywu uzdrowienia, który z każdą minutą jest coraz mniej jednoznaczny. Podkreśla to już tytuł, który właściwie zapisany (w starych czcionkach łacińskich U wygląda jak V) – Purgatorium – oznacza czyściec. Obraz na pewno zapada w pamięć dzięki swojej oryginalności.

„Nieobcy” (2024, Francja, reż. Marco Novoa) przedstawia losy trójki ludzi, które splatają się w nieoczekiwany sposób na polu kukurydzy. Yuri występuje jako drag queen w nocnych lokalach a w dzień ukrywa się zdany na swoją partnerkę, Caroline. Kobieta zmaga się z żałobą po utracie ciąży. Ostatnim z bohaterów jest nastoletni Steve wyrzucony z domu przez rodziców i pozostawiony pośrodku pustkowia. Łączy ich jedna rzecz – dążenie do realizacji marzeń i życia w zgodzie ze sobą sprowadza na nich ból i wrogość. Początkowo nieukładające się w konkretną historię fragmenty ekspozycji bohaterów składają się na historię o możliwości odnalezienia akceptacji oraz konieczności otwarcia się na, niekiedy radykalne, zmiany. Na uwagę zasługują interesujące nocne zdjęcia oraz powściągliwa gra aktorska. Jedyną łyżką dziegciu od strony formalnej jest wątpliwe tłumaczenie tytułu (Familiar) – wyjęto je z kontekstu opowieści o wampirach (lub szerzej – istotach nadprzyrodzonych) wskazującego na ścisły związek z nieumarłym i uczyniono z niego określenie trudne do odniesienia do fabuły. A scenariusz jest naprawdę wart uwagi. Zaskakująco twórczo rozwinięto tu motyw wampira. Już wcześniej w kinie kojarzono go ze sztuką, ale wybór dragu jako formy ekspresji powoduje, że staje się symbolem odmienności, która nie znajduje akceptacji. Nie jest on groźny dla swojego otoczenia, od którego się odseparowuje. Odwrócony zostaje tradycyjny rys bohatera tragicznego i wartościowanie postaci nieumarłego. Zamiast wprowadzać chaos, za sprawą swej partnerki doprowadza do zmiany sytuacji bohaterów w stronę dającego nadzieję rozwiązania.

„Delirio cremisi” (2024, Włochy, reż. Leopoldo Medugno) jest próbą opowiedzenia greckiego mitu językiem współczesnego kina. Twórcy zrozumieli złożoność i kulturową wagę tego, czym jest mit – opowieścią objaśniającą świat. Wydobyta została aktualność przekazu opowieści sprzed tysiącleci. Uniwersalność przedstawianych prawd podkreśla warstwa językowa – jedyną wyraźnie wypowiedzianą kwestią (bohaterowie szepczą sobie na ucho) jest buon appetito – zrozumiałe na całym świecie życzenie. Surowość scenografii w pomieszczeniach dobrze oddaje pierwotny charakter walki jaka odbywa się pośród dobrze ubranych ludzi spożywających wykwintną kolację. Pozór i rzeczywisty cel bohaterów ścierają się w uwspółcześnionej wersji losów Tantala, który jako danie główne podaje bogom (tu elitom) swojego syna. Jak w trakcie spotkania podkreślił reżyser, główny bohater sam nie posiada żadnej władzy ale nie chce jej mieć. Pragnie jedynie ośmieszyć jej aktualnych dysponentów. Jest to tak różne od szekspirowskiego sposobu patrzenia na świat, że może stanowić dla współczesnego widza odkrycie. Zgodnie z opinią stronników klasycyzmu (który obficie sięgał do tematów mitologicznych) oznacza to, że film jest prawdziwy, gdyż odsłania coś czego nie wiedzieliśmy. Odrealnienie obrazu poprzez umieszczenie go w futurystycznym świecie pełnego ruin służy wyniesieniu go na poziom abstrakcji i nie osadzania go jedynie we włoskim kontekście. Warto też przyjrzeć się postaci Pelopsa, syna Tantala. Na koniec zostaje wskrzeszony i dołącza do osób posiadających władzę. Reżyser określił to jako wskrzeszenie ale śmierć moralną. Był to mocny finał dający do myślenia i należy wyrazić wdzięczność organizatorom za zmianę pierwotnej kolejności i przesunięcie filmu na sam koniec spotkania.

Czy istnieje wspólny mianownik dla tych produkcji? Może nim być poczucie osamotnienia bohaterów oraz brak wsparcia ze strony otoczenia społecznego. W rozmaitej konwencji i na różne sposoby chciały uchwycić to, co głęboko ludzkie i jednocześnie pokazać mechanizmy prowadzące do takiej sytuacji. Poza jednym wyjątkiem (Nokturny) osiągnęły zamierzony cel w atrakcyjny sposób.

Aleksander Zbirański

Podziel się ze znajomymi